top of page

Droga Pani! Żeby naprawdę Pani odpisać, muszę odpowiedzieć sobie sama na te kilka pytań, które mi Pani zadała. Zarzuca mi Pani niejednolitość zachowań, klimatów, publicznego istnienia. "Czy pani jest lewica, czy prawica?" - pyta Pani na przykład. Przyznam, że rzeczywiście nie mam pojęcia, i obawiam się, że nie mogę Pani usatysfakcjonować jednoznaczną odpowiedzią. Z Pani listu rozumiem, że wolałaby Pani utożsamiać mnie z "prawicą", skoro działałam w "Solidarności" i "odwołałam komunizm", a tu nagle w moich działaniach pojawiają się wątki, które kojarzą się Pani z lewicą, i teraz co? Weźmy taki przykład z Pani listu: w poniedziałek widzi mnie Pani w kościele św. Anny, gdzie biorę udział w koncercie złożonym z wierszy Ojca Świętego, a we wtorek zupełnie niedaleko, przed klubem Le Madame określanym jako gejowski, gdzie biorę czynny udział w proteście przeciwko likwidacji tego miejsca. To za czym ja właściwie stoję? Za Kościołem czy za pedałami? Za wiarą jestem czy za grzechem? Katoliczka podobno? Wierząca?


Pani Marzeno. Zastanówmy się razem. Odpowiedź pierwsza dotycząca tożsamości katolickiej i grzechu. Więc ja, Pani Marzeno, jestem grzeszną katoliczką. Jak większość katolików zresztą. Jak większość ludzi każdego wyznania. Mój katolicyzm łączy się z miejscem urodzenia. Gdybym urodziła się w Arabii Saudyjskiej, pewnie nie byłabym katoliczką. Ale dobrze mi z moim katolicyzmem - dekalog jest rusztowaniem, na którym mogę oprzeć mój niedoskonały wzór postępowania. Czy jestem wierząca? Mam nadzieję, że tak. Urodziłam się z poczuciem, że Bóg istnieje - do dziś mój Bóg ma siwą brodę, długą białą szatę i bardzo dobrą twarz. Raj to łąka z przewagą zieleni, mały staw i kilka łabędzi - dokładnie taki, jaki narysowałam w dzieciństwie - i wierzę w ten raj.


Teraz "Solidarność". Działałam w "Solidarności", byłam tam całym sercem, ale gdyby ktoś kazał położyć głowę za to, że był to ruch "prawicowy", to nie położę. Był to ruch rewolucyjny, walczący o godność ludzką, więc raczej do lewicowego bym go zaliczyła, chociaż za to zdanie może mi się nieźle oberwać.


Dalej. Brałam udział w koncercie wierszy Papieża z pełnym przekonaniem. Jest on dla mnie wzorem człowieka, który całe swoje życie odczuwał potrzebę rozwoju. Miał łaskę wiary, a świadomość, że ktoś żyje z takim darem, jest dla mnie źródłem siły. Same wiersze może nie są tak wielkie jak on sam, ale taki koncert to obcowanie z wielkim i dobrym duchem.


Następnego dnia, jak Pani słusznie zauważyła, byłam natomiast przed klubem Le Madame, gdzie z równym przekonaniem byłam obecna razem z młodymi ludźmi, którzy walczą o zachowanie tego miejsca. Dlaczego tam byłam? W obronie swojego miasta. Miasto jako zjawisko jest raczej paskudne. Jedyne, co w nim dobre, to to, że może być miejscem spotkań. Im więcej jest w mieście spotkań, tym miasto jest wartościowsze. Le Madame to miejsce otwarte na wymianę myśli. Miejsce o szczególnym klimacie tolerancji dla takich samych zachowań par gejowskich, na jakie mogą sobie pozwolić w kawiarniach pary heteroseksualne. Kto nie lubi, może nie wchodzić. Miejsce promocji książek na najprzeróżniejsze tematy, spektakle młodych ludzi, którzy nie mają gdzie się zrealizować - czasem świetne, czasem okropne - dyskusje, aukcje na rzecz schronisk dla zwierząt, a przede wszystkim miejsce żywe. Zabieranie miastu takich miejsc to zabijanie miasta - takie jest moje przekonanie.


Jeśli natomiast konieczna jest klasyfikacja człowieka jako lewego bądź prawego, to umówmy się, że moje poglądy idą zygzakiem. Do zobaczenia, Pani Marzeno, na wiecu przeciw gnębieniu zwierząt futerkowych i na spotkaniu pt. "Kobiety w biznesie" - piękne futra tam noszą.


JOANNA SZCZEPKOWSKA

Zygzak

WYSOKIE OBCASY nr 18 dodatek do Gazety Wyborczej nr 105, wydanie waw z dnia 06/05/2006 FELIETON, str. 8
bottom of page