top of page

[podpis] JOANNA SZCZEPKOWSKA


Widzieliście film "Wielka cisza"? A raczej - słyszeliście film "Wielka cisza"? Kiedy wychodziłam z kina, miasto uderzyło mnie w twarz. Dosłownie. Uderzyło mnie jazgotem, tupotem, wyciem, szuraniem, piskiem, trzaskaniem, warkotem, szumem, świstem, hukiem, paplaniem, krzykami, dzwonkami, oponami... A tylko kilka minut dzieliło mnie od przestrzeni "Wielkiej ciszy", gdzie miałam szczęście przebywać dzięki obrazowi życia zakonu kartuzów.


Jak dotąd o zakonie kartuzów wiedziałam niewiele, a w każdym razie nigdy nie poświęciłam czasu na zastanowienie się nad sensem i jakością życia w milczeniu. Życia poświęconego na samotniczy rozwój ducha i umysłu. Każdy człowiek ma chwilę tęsknoty za oddaleniem się od wszystkiego, co go otacza, za skupieniem - myśl o tym, czy nie zostać pustelnikiem prawdopodobnie przychodzi do głowy każdemu człowiekowi, tak jak często przychodzi do głowy myśl, czy nie pójść do kasyna. Ludzie prawdziwie powołani do pustelnictwa i kontemplacji zdarzają się rzadko, a może zresztą każdy człowiek jest do tego zdolny, tylko nie każdy chce i powinien izolować się od świata.


Ten film o wspólnocie milczących samotników jest swojego rodzaju prowokacją.

Taką samą prowokacją jak wystawa drastycznych zdjęć czy nie do końca zrozumiałych form artystycznych, które mają poruszyć naszą pewność, że świat, który znamy, jest taki, jakim go widzimy.


"Wierzymy, że tylko szukanie Boga nadaje sens naszemu życiu. Samotność jest odpowiedzią na Boże powołanie, aby spotkać Go osobiście. Wydawać by się mogło, że poddanie się takiemu wezwaniu przekracza ludzkie możliwości. Niemniej w dniu, w którym tak naprawdę znajdziemy się w Bożej obecności, odkryjemy nagle, że niemożliwy jest kontakt z Nim, jeśli nie upodobnimy się do Niego" - mówią "Rozważania kartuskie" i wszystko to można by rozumieć jako filozofię grona ludzi powołanych do życia w głębokiej wierze i temu tylko podporządkowanych. Ludzie, którzy spełniają się poprzez własny rozwój wewnętrzny, wyrzekając się akceptacji, która jest motorem większości naszych działań. Tylko że nam, zwykłym zjadaczom chleba, tacy ludzie kojarzą się z ponurymi odludkami, zdziwaczałymi poprzez izolację od postępu. A jednak bohaterowie "Wielkiej ciszy" to ludzie zaskakująco pogodni, to "prawdziwi mężczyźni" zdrowi na ciele i umyśle. I w tym właśnie tkwi sedno zaczepki - życie społeczne jest lekarstwem na samotność, efektem ubocznym jest wszechobecny chaos. Zapełnione kalendarzyki psychiatrów, psychoterapeutów. A na ekranie pogodna twarz w białym kapturze osłaniającym od świata. Twarz człowieka, który większość swojego życia przeżyje w milczeniu. Oczywiście wielu z nas żyje w samotności, wielu z nas większość dnia milczy - chodzi o to, że oni milczą zbiorowo. Żyją w milczącym społeczeństwie.


Czy chcę wstąpić do zakonu kartuzów? Nie (chociaż znalazłam w internecie żeński odpowiednik kartuzjańskiego życia), mnie tylko urzeka myśl o milczącym społeczeństwie. O milczącym rządzie. O milczącym Sejmie. O milczących mediach. Chociaż raz na tydzień. A może by... a może by urządzać milczące spotkania? Przyjęcia, na których nie pada ani jedno słowo? Może powstaną farmy milczenia, gdzie będziemy spędzać lato, spotykając się przy prostych pracach zapewniających podstawy życia?


"Ile zaś samotność i cisza pustelni niesie miłośnikom swoim pożytku i boskiej radości, wiedzą tylko ci, którzy tego doświadczyli" - twierdzą kartuzi.


No to do zobaczenia.


JOANNA SZCZEPKOWSKA

W sprawie milczenia

WYSOKIE OBCASY nr 19 dodatek do Gazety Wyborczej nr 110, wydanie waw z dnia 12/05/2007 FELIETON, str. 12
bottom of page