top of page

Napisała do mnie matka Piotra, mężczyzny, który od 20 lat jest bez kontaktu z otoczeniem. List jest krótki, co zrozumiałe przy jej obowiązkach i zmęczeniu, bo od 20 lat jej życie skupia się tylko na synu - nieruchomym, wpatrzonym w sufit, cierpiącym. List był napisany pod wpływem programu telewizyjnego, w którym inna matka zadeklarowała publicznie, że jest gotowa zrobić swojemu synowi śmiertelny zastrzyk. Kobieta, która do mnie napisała, nie jest w stanie tego zrozumieć. Jej życie, tak jak życie syna, jest naznaczone cierpieniem i przyjęła to jako formę istnienia nadaną przez Boga, którą musi przyjąć z pokorą. Samowolne zakończenie takiego życia uważa za zabójstwo. W referendum, gdyby takie ogłoszono, głosowałaby trzy razy na nie. Nigdy, w żadnej formie cierpienia nie zdecydowałaby się na skrócenie życia syna.


Droga Pani. Wspaniała kobieto, odważna matko. Nikomu to nawet nie przychodzi do głowy. W referendum, gdyby takie ogłoszono, głosowałabym raz, ale na tak. Ale mój wybór nie oznacza przecież, że nieuleczalne cierpienie, nawet nie do zniesienia, jest powodem do skrócenia życia. Samo słowo "eutanazja" brzmi w takim wypadku jak imię śmierci.


Ale nie chodzi o eutanazję. Chodzi o prawo do eutanazji, a to są dwie różne rzeczy.

W moim przekonaniu, choć brzmi to paradoksalnie, prawo do eutanazji może przedłużyć życie. Niech Pani pomyśli o ludziach, którzy w czasie okupacji chowali w zakamarkach ubrania fiolki z cyjankali. Były one poszukiwanym dobrodziejstwem i najlepszym prezentem, jaki można było ofiarować w śmiertelnym zagrożeniu. Czy ludzie z fiolkami cyjankali trzymali je po to, żeby umrzeć? Jestem przekonana, że śmiertelna dawka trucizny trzymana "na wszelki wypadek" pozwalała im przeżyć kolejny dzień znacznie lepiej. Nikt nie zastanawiał się nad moralnym aspektem tej sprawy, bo był on oczywisty - nadzieja własnego wyboru nieuchronnej chwili śmierci dodawała sił do życia.


Wybór życia w cierpieniu jest Pani wyborem. Czy taki jest wybór Pani syna, nie wiemy, ale pewnie tak, skoro jest to Pani syn. Trzeba mieć nadzieję, że jesteście podobni w odczuwaniu potrzeb i oboje równie silni w swojej słabości. Ale nie można nikomu nakazać takiej siły. Nakazać natomiast można silnemu, zdrowemu żołnierzowi, żeby szedł na pierwszą linię frontu. Po co? Żeby chronił nasze życie. Cała nasza kultura i wszystkie prymitywne instynkty podpowiadają nam, że moralnie i szlachetnie jest wysłać chłopca, który chce żyć, na wojnę w obronie terytorium albo innego zagrożenia. Istota zaatakowana musi się bronić, to jasne. Ale przecież nikt nie zaatakował fizycznie żołnierza, który musi stawić się w szeregu idących na front. Nakazują mu to prawa i dokumenty, począwszy od konstytucji. Nakazuje mu się to z całym błogosławieństwem w imię "wyższych wartości", które nie tylko przyzwalają na śmierć, ale tę śmierć ozdabiają orderami, utrwalają pomnikami, a ozdobne ceremonie pogrzebowe mają ukoić cierpienie matek i przypomnieć im, że syn zginął w słusznej sprawie, choć chciał żyć. Ta sama matka jednak nie może wysłać na śmierć syna, który żyć już nie chce i nie może, który prosi o śmierć. Poległy w takim cierpieniu nie dostanie błogosławieństwa ani orderu, bo umarł sam dla siebie, czyli swoją śmiercią nie przyniósł pożytku większości. Nikt nie przygląda się konaniu żołnierzy. Ich twarze nie mają zbliżeń na ekranie telewizora, nie znamy ich imion, nie śledzimy ich cierpienia z pierwszych stron gazet. To przecież żołnierze. Wystarczy jedno takie słowo, jedno słowo, żeby nasz stosunek do życia i do śmierci przestał być tak dramatyczny.


Eutanazja sama w sobie nigdy nie może przestać być moralnym problemem. Nie tylko manipulacja, ale też zwykła ludzka niecierpliwość może być przyczyną tragedii. Nie zmienia to faktu, że nasza świadomość zaczyna wyraźnie ewoluować w stronę obłaskawienia umierania. Nie umiemy jednak rozumieć ludzi naprawdę cierpiących, póki sami nie doznamy cierpienia i nie poznamy samych siebie w cierpieniu. Dlatego o cierpiących mogą decydować tylko oni sami. Nam, zdrowym, pozostaje techniczna strona formalności - zajmijmy się prawem do eutanazji.


Matko Piotra. To prawo nie zmieni Pani życia. Jestem natomiast przekonana, że pozwoli inaczej cierpieć innym.


JOANNA SZCZEPKOWSKA

Tak

WYSOKIE OBCASY nr 13 dodatek do Gazety Wyborczej nr 74, wydanie waw z dnia 28/03/2009 FELIETON, str. 8
bottom of page