Wymawia się to tak: pierwsza głoska przedostaje się raczej przez nos i przypomina króciutkie mruknięcie. Nie angażujemy okolic gardła, tylko możliwości akustyczne wibracji nasady nosa, krótko zresztą, bo pierwsze "m" jest potrzebne na ułamek sekundy, raczej jako tłok do wypchnięcia strumyczka powietrza przy wymawianiu głoski "h". Przy "h" jak przy "m" nie angażujemy gardła ani warg. Głoska "h" jest raczej wydmuchiwana niż wypowiadana, tak jakbyśmy oczyszczali nos z niewielkiego kataru. Głoska "h" trwa równie krótko jak pierwsze "m", można powiedzieć, że przefruwa przez ułamek sekundy, żeby usiąść na dźwięku, do którego dążymy, a mianowicie do drugiego, przedłużonego "mmm". Warto dodać, że pierwsze zgłoski są wypowiadane beznamiętnie, bez żadnych modulacji - pierwsze jako mruknięcie, drugie jako westchnienie, ale żadna z nich nie ma melodii sugerującej jakiś stan bądź stosunek do rozmówcy. Cała siła leży w melodii drugiego, przedłużonego "mmm". Jego droga zaczyna się w okolicach nasady języka, angażuje receptory jamy ustnej, dźwięk rozlewa się jak rzeka w całej jamie ustnej, a potem wpływa do nosa, powodując wibrację nozdrzy. Dźwięk trwa dowolnie długo, ale melodia powinna iść zawsze ku górze, tak jak robimy to przy pytaniach. A więc jeśli przedłużoną głoskę "mmm" traktujemy jak kilka głosek "m" złączonych razem, to ostatnie "m" powinno być znacznie wyższe od pozostałych, mimo że intencją nie jest zadanie pytania. Wznosząca się melodia "m" ma na celu sugestię, że jesteśmy spokojni, współczujący i otwarci na rozmowę. Jeśli np. rozmówca mówi: "Pan powiedział, że ta sieć internetowa jest niezawodna, wykupiłam najdroższy abonament, a tu nic nie działa", odpowiadamy najpierw krótkimi "mhm, mhm, mhm", a potem długim "mhmmm...?" - dając do zrozumienia, że jesteśmy gotowi na dalsze żale. W trakcie dalszej przemowy wtrącamy "mhm..." z coraz większą częstotliwością.
Przykład:
- Mój internet nie działa ani w domu, ani w podróży, a miał działać...
- Mhm, mhm, mhm...
- ...przez co straciłam pieniądze, czas, pracę...
- Mhmmm...?
- A tak, pracę, ponieważ...
- Mhm, mhm, mhm...
- ...kilkakrotnie zawaliłam termin.
- Mhmmm...?
- Nie mówiąc już o dodatkowych kosztach telefonów takich jak ten.
- Mhm, mhm, mhm...
- Proszę mi powiedzieć, czy to nie jest czyste złodziejstwo?
- Mhmmm...?
Bardzo ważne jest, żeby modulacja głosu przy każdym "mhm" była identyczna. Mówiący nie może dać sygnału, że poza zrozumieniem poszczególnych słów ogarnia go jakiś rodzaj współczucia, i nawet jeśli usłyszymy: "Ja jestem bliska zawału, rozumie pan?", "mhm, mhmmmm..." nie może stracić spokojnej melodii. Jest to przecież właśnie uspokajacz, rodzaj terapii dźwiękowej, którą dysponuje człowiek zdrowy psychicznie w rozmowie z frustratem.
Kariera "mhm" jest oszałamiająca. Zastąpiło ono zbędny wysiłek tłumaczenia się z czegokolwiek.
I jakże to piękne! Czy tu ktoś jest arogancki? Czy polemizuje z nieuczciwością, choćby chodziło o jego własną nieuczciwość? Czy nie wykazuje pełnego zrozumienia dla przytłaczającej bezwzględności rynku wobec konsumenta? Czy nie jest otwarty na wysłuchanie bolączek i dramatów wynikających z tego, że jego rozmówca padł ofiarą oszustwa?
"Mhmmm" jest zaczerpnięte z najlepszych źródeł - było używane od wieków w rozmowach trudnych, na które ktoś decyduje się po latach w zwierzeniach, rozdrapywaniu zadawnionych blizn czy wyjawianiu grzechów. "Mhm" było przyzwoleniem na taką rozmowę - być wysłuchanym to przecież wielka ulga. Teraz "mhm" jak wszystkie świętości zostało przechwycone przez techniki manipulacyjne.
Ale dosyć żartów. Słuchajcie wszyscy, którzy posługujecie się "mhmmm". Jesteście rozszyfrowani. Poddajcie się. Manipulowanie za pomocą "mhm" będzie wychwytywane i karane z mocą prawa i z całą niesprawiedliwością. Na wszelkie monity i odwołania odpowiedź będzie krótka i zmieści się w trzech spokojnych głoskach, które są odpowiedzią na wszystko.