Nie ma lepszego medium, lepszej gazety, telewizji, dokumentu, fabuły niż ulica. To, co się zdarza w ciągu dnia, jest często wypadkową klimatu społecznego, politycznego, gospodarczego całego kraju. Każde drobne zdarzenie może być przypowieścią. Na przykład to, którego byłam świadkiem niedawno, każe się zastanawiać nad granicami zła - jak ono może być postrzegane w środowiskach, w których panują indywidualne normy społeczne, własna moralność. Wydawałoby się na przykład, że są dzieci grzeczne i niegrzeczne - tak już jest. Są dzieci, które potrafią korzystać z przykładu rodziców, i takie, które nigdy się nie nauczą postępować według ich wskazówek.
- Jak mogłeś! Jak mogłeś! - mężczyzna trząsł tym chłopcem tak mocno, że małemu zsunął się z nogi but z poszarpanym sznurowadłem. Prawdopodobnie but rozwiązał się już w czasie ucieczki, kiedy chłopak biegł przez ulicę, roztrącając przechodniów. Może zresztą stało się to w czasie szarpaniny z grupką ludzi, którym udało się go złapać. Do ostatniej chwili nie dawał za wygraną, do ostatniej chwili próbował wyrwać się z rąk swoich sędziów, którzy zziajani gonitwą, czerwoni z wysiłku osaczyli go jak na polowaniu. Poszło o dwadzieścia złotych, które chłopak zwinął ze sklepowej lady.
- Jak zawodowy złodziej - szeptała mi do ucha kobieta, która była świadkiem zdarzenia, a teraz odłączyła się od grupki pościgowej.
- Leżało, proszę pani, dwadzieścia złotych na ladzie. On, proszę pani, wziął sobie z półki gazetę i położył na tę ladę. A trzymał w ręku coś ciężkiego, jakieś pudło chyba, i nagle upuścił to pudło, że niby mu spadło, i to z hukiem, no i przez ten huk wszyscy spojrzeli na dół, a on wtedy przykrył te dwadzieścia złotych gazetą, jak nikt nie widział, i myk myk, schował do kieszeni, a potem nagle jakby mu się odwidziało kupowanie gazety, poszedł szybko do drzwi, ale mąż stał przy drzwiach akurat i od razu go chwycił, bo mąż oko ma na takich, ale wyszarpnął mu się, no tośmy się wszyscy rzucili go gonić. Ale pani patrzy, jakie to sprytne, jak on to sobie wymyślił z tą gazetą jak jakiś iluzjonista w cyrku co najmniej.
Widziałam tę gonitwę. Chłopiec był drobny i bardzo zwinny, ale nie miał szans - ludzie, którzy go gonili, biegli z taką determinacją, jakby chodziło o dorobek życia. Wymierzanie sprawiedliwości najwyraźniej uskrzydla. Kiedy go wreszcie złapali, kiedy chłopak już wiedział, że się nie wymknie, przerażony, że czeka go samosąd, zaczął krzyczeć w kierunku mężczyzny, który stał na placu przed niewielką galerią.
- Tato! Tato!
- To twój ojciec? - pytali sędziowie. - No to niech się dowie, jakiego ma synka - i po chwili chłopak został doprowadzony do ojca, który patrzył na tę scenę purpurowy ze wstydu.
- Pana syn jest złodziejem - oznajmił ktoś z grupki.
- Mój syn nie jest złodziejem - odpowiedział mężczyzna, patrząc na chłopca z odcieniem pogardy.
- Otóż jest, proszę pana, chciał ukraść dwadzieścia złotych.
- A ukradł?
- Nie. Nie udało mu się.
- Jak nie ukradł, to nie jest złodziejem - odpowiedział mężczyzna i odszedł z synem w stronę parku. Szli obok siebie, nie mówiąc nic, a ja za nimi, bo właśnie przez park było mi po drodze. Kiedy zatrzymaliśmy się na pasach, ojciec wreszcie się odezwał.
- No i co? Jak się teraz czujesz?
Chłopak milczał boleśnie zawstydzony. - Przepraszam - mruknął.
- Jak mogłeś? - ciągnął ojciec. - Ja tego nie rozumiem. Jak mogłeś? - wyjął z kieszeni chusteczkę i otarł pot z czoła. To był ten rodzaj zdenerwowania, który nie wróżył nic dobrego. To jest początek, pomyślałam, i słusznie, bo kiedy tylko weszliśmy do parku, mężczyzna chwycił chłopaka za klapy kurtki i trząsł nim, powtarzając w kółko:
- Jak mogłeś! Jak mogłeś... Ty ofiaro! Jak mogłeś dać się złapać!