To było rok temu. Nigdy nie zwierzałam się z naszej miłości - Serge nie zniósłby szumu, który towarzyszy nawet najżyczliwszym plotkom, dlatego żyliśmy w cieniu, marząc o domu na osobności. Musiało minąć kilka lat, żebym zrozumiała, że można żyć i pracować, nie obijając się po mieście, nie cierpiąc z powodu toksyn wszechobecnej zawiści, że można po prostu kupić niewielki dom, z którego widać morze, i stąd wysyłać to, co wypracowało się wieczorami. Życie z cudzoziemcem nad polskim morzem też wydawało mi się czymś dziwacznym, dopóki nie otwarto granic.
- Jak mogliście jej to zrobić! - staliśmy na brzegu morza, za nami stał nasz nowy dom. - Jak możecie mówić o morzu "to". Morze jest kobietą. La mer... - dodał Serge z takim westchnieniem, jakby mówił o kochance. Rzeczywiście. Mówimy o morzu w rodzaju nijakim i nigdy nie przyszło mi do głowy, że jest kobietą. Dopiero teraz, kiedy...
- Wykąpiesz się? - zapytał Serge, zdejmując buty.
- Nie. U nas woda jest zimna. Bardzo zimna.
- Woda jest gorąca. Bardzo gorąca - odpowiedział Serge, wchodząc do morza jak lunatyk. Wtedy pierwszy raz spojrzałam na morze jak na kobietę. La mer była spokojna, przyjazna jak każda kobieta przy pierwszym spotkaniu, kiedy chce zawładnąć mężczyzną na dłużej. Była zimna jak lód, ale udawała gorącą tak dobrze, że Serge nie chciał słyszeć o wyjściu z wody.
- Ona jest groźna. Zimna i niebezpieczna - powiedziałam, ale Serge przy kolacji przez cały czas mówił o urodzie la mer i wzruszał ramionami, kiedy mówiłam:
- Jutro będzie sztorm. Ostrzegali w radiu.
- Nie będzie żadnego sztormu - spojrzał na mnie jak na żałośnie zazdrosną kobietę, a potem poszedł spać. Kiedy się obudziliśmy, la mer była piękna i spokojna. Serge wyszedł bez słowa, a ja zostałam, patrząc przez okno, jak zaczepiają go drobne fale, jak on tam się z nimi zaśmiewa. Spojrzałam w gazetę, gdzie wyraźnie zapowiadano sztorm. Ale w moim oknie widać było spokojną, radosną, zalotną wodę i szczęśliwego Serge'a. Kiedy wrócił do domu, padł na łóżko jak pijany. Nawet mi to odpowiadało, bo rano chciałam popisać, więc położyłam się do łóżka i zamknęłam oczy. I wtedy la mer pokazała prawdziwą twarz. Sztorm zaczął się nagle i był tak głośny, jakby zamontowano tu głośniki. Woda piętrzyła się takim hukiem, że nie mogłam zasnąć do rana. Suka. Kiedy kobiety walczą o mężczyznę, to jest to walka na śmierć i życie, i tak naprawdę nie o niego chodzi, tylko o smak zwycięstwa. Prawda, la mer? Obudziłam Serge'a i poszliśmy razem na plażę. Był zdziwiony, kiedy zażądałam miłości na piasku. Woda pociemniała, przycichła. Poczułam się na tyle silna, żeby popływać razem z Serge'em.
- Tak, milutka jest ta woda... - tyle zdążyłam powiedzieć, kiedy fala nas rozdzieliła i piasek zaczął osuwać mi się spod nóg. Serge nic nie widział i nie słyszał zajęty przeskakiwaniem fal. La mer ściągała mnie na dno jak magnes. Dziwka. Kiedy ostatkiem sił wyszłam na brzeg, nie oglądając się za siebie, wróciłam do domu i odtąd już tylko przez szybę patrzyłam, jak Serge wchodzi w la mer, chociaż sprawiało mu to coraz więcej trudu, bo ona przestała już udawać łagodną. Oczywiście, że mogłam sprzedać ten dom. Namówić Serge'a, żeby zamieszkał ze mną na przykład w górach. Jeszcze miałam nad nim tyle władzy, ale nie zrobiłam tego.
Pewnego dnia spakowałam walizkę i kiedy Serge tam z nią szalał, napisałam krótko: "Nie zobaczymy się już nigdy".
Tak, biedna la mer. Zostawiłam ci Serge'a, ponieważ jak każda kobieta też jestem nieprzewidywalnym żywiołem. Nie zniosę świadomości, że mieszkając ze mną w górach, będzie tęsknił za tobą. Zostawiam ci go po to, bo żyjąc przy tobie w poczuciu, że zawsze może spodziewać się sztormu, skrycie i rozpaczliwie będzie tęsknił za mną. Zostawiam cię sam na sam z mężczyzna mojego życia, bo przecież nie chodzi o niego. Słodki jest smak zemsty. My, kobiety, znamy się tak dobrze... Podrzucanie Serge'em od jednej fali do drugiej bez świadomości, że patrzę na to przez szybę, to już nie ta sama przyjemność. Prawda, la mer?