top of page

- Krasnoludków nie ma - usłyszałam za sobą głos jakiegoś mężczyzny. Powiedział to z taką powagą, że odwróciłam się zdziwiona, chociaż podsłuchiwanie rozmów w kolejce do kasy supermarketu nie jest w moim stylu. Mężczyzna trzymał za rękę małą córeczkę, a widząc mój wzrok, wytłumaczył się szybko:


- Ja uważam, że moja teściowa robi błąd, opowiadając dziecku o tym, że gdzieś tam jest świat małych łóżeczek, stolików i podobnych bzdur, że nie każdy może ten świat zobaczyć i tak dalej. Ja jestem, proszę pani, człowiekiem, który stoi mocno na nogach, i uważam, że świat jest dostatecznie skomplikowany. Nie trzeba mu wymyślać jeszcze jakichś nieistniejących miniatur.


Dziewczynka patrzyła na mnie z wyraźną nadzieją. Na szczęście miałam dla niej dobre wiadomości, i to bez uciekania się do fantazji.


- Nie mogę się z panem zgodzić, ponieważ pana teściowa ma rację. Miniaturowy świat istnieje. Są w nim małe stoliczki, łóżeczka, a nawet słoneczko. Bywam tam czasem.


- Była tam pani? - dziewczynka zaróżowiła się z wrażenia, w przeciwieństwie do jej ojca, który posiniał, patrząc na mnie z wściekłością.


- Dzisiaj też tam idę. Ale nie zawsze wolno mi tam wejść. I nie dlatego, proszę pana, że brakuje mi wyobraźni, tylko dlatego, że czasem brakuje mi pieniędzy.


Naszą rozmowę przerwała kasjerka, która kilkoma ruchami podliczyła moje zakupy, a ja wybiegłam ze sklepu, spiesząc się do kosmetyczki, która miała mnie doprowadzić do takiego stanu, żebym mogła pojawić się na obiedzie w wytwornej restauracji, gdzie zaprosili mnie przyjaciele.


- Tu jest pani szafeczka - uśmiechnięta dziewczyna w białym fartuchu pokazała mi płaszczyznę podzieloną na szafki. - Tam wisi szlafroczek. Proszę zdjąć sukieneczkę, założyć szlafroczek i kapciuszki, żeby się nóżki nie pobrudziły. A jak pani będzie gotowa, to ja czekam w tym pokoiku na prawo - dziewczyna przechyliła głowę... i uśmiechnęła się do mnie jak do małego dziecka. Przebrałam się w strój klientki luksusowego gabinetu kosmetycznego i weszłam do środka.


- Włączę muzyczkę, a pani się położy na łóżeczku, tak? Rączki wzdłuż ciałka, a kapciuszki może pani zdjąć, żeby stopki odpoczęły. Najpierw buźkę pomasuję, ale oczka zamykamy, żeby się kremik nie dostał, bo będzie szczypało i łezki polecą. Włoski zwiążę, żeby się nie zatłuściły.Co taka smutna minka? Nie myślimy za dużo, bo się czółko pomarszczy.


- Może zmienić muzyczkę? Paznokietki będziemy robić? Bo koleżanka ma wolną godzinkę i może się zająć rączkami A teraz położymy się na brzuszek i pomasujemy plecki. Może dać kocyk, bo okienka są nieszczelne, dopiero będziemy remoncik robić we wrześniu, dać kocyk? Jak się okryjemy kocykiem i zamkniemy oczka, to zaśniemy. Wszystkie panie zasypiają na tym łóżeczku.


Zamknęłam oczy i wkrótce wokół mnie pojawiło się mnóstwo krasnoludków. Siedząc przy maleńkich stolikach, prowadziły ożywioną dyskusję na temat ludzi. Niektóre krasnoludki mówiły, że ludzi nie ma, że to tylko bajka, a inne zaklinały się, że widziały ludzi na własne oczy.


- Otwieramy oczka! - usłyszałam nagle nad sobą, a uśmiechnięta dziewczyna w białym fartuchu zdejmowała ze mnie miękki koc.


- No i już buźka pięknie wygląda. Tu jest kluczyk do szafeczki, a jak pani już włoży sukieneczkę, to zapraszam do kasy.


- Będzie gotóweczka czy karta?- zapytała dziewczyna, kiedy gotowa do wyjścia stałam przy kasie.


- Gotóweczka - powiedziałam, opróżniając portfel.


- Zawołać taksóweczkę?


- Nie. Pójdę na piechotkę.


Wchodząc do luksusowej restauracji, zdjęłam w szatni płaszcz.


- Dziękuję i zapraszam do środeczka - powiedział szatniarz. Kiedy usiadłam przy stoliku, od razu zjawił się kelner i zapytał: - Ten stoliczek pani odpowiada? Coś do picia na począteczek? Kawkę? Herbatkę? Szklaneczkę soczku? A potem polecam śledzika. Albo którąś z sałatek. A na drugie koniecznie zraziki z kluseczkami. Zwłaszcza sosik jest rewelacyjny. No i zupka oczywiście. U nas wszystkie zupki są dobre.


Kiedy przy stoliku pojawili się moi przyjaciele... - Przepraszam - powiedział kelner, wciskając się między stoliki. - Okienko trochę zasłonię, bo słoneczko razi.


I wielkimi zasłonami odgrodził restaurację od ulicy. Pewnie dlatego, żeby przez okna nie gapili się tutaj ci, którzy mają łóżka i stoły normalnej wielkości.

Felietonik

WYSOKIE OBCASY nr 24 dodatek do Gazety Wyborczej nr 138, wydanie waw z dnia 15/06/2002 - 16/06/2002 , str. 41
bottom of page