top of page

Tym razem zadany temat. "Wysokie Obcasy" postawiły mnie przed pytaniem: Czy kiedyś żałowałam, że jestem kobietą? Czy czułam gorycz z tego powodu? Inaczej mówiąc - czy mnie kiedyś "wyautowali"?


Trudne pytanie, bo z uporem trzymam się zdania, że ludzie bez względu na płeć mają większą bądź mniejszą wrażliwość i tylko tu przebiega linia podziału. Poza tym chyba mam w genach przeświadczenie, że "moc" to męskość. Pewnie dlatego, że wychowałam się w rodzinie, gdzie kult "głowy rodziny" miał całkowite uzasadnienie. Mężczyźni byli prawdziwymi indywidualnościami, ludźmi twórczymi, pasjonatami swojej pracy, z której utrzymywali dom. Kobiety to były "wielkie żony". Swoją indywidualność i pasje skupiły na zapewnieniu tym mężczyznom klimatu do odpoczynku i pracy. Kiedy mężowie pracowali w domu, cisza była wręcz celebrowana. Można powiedzieć "święta cisza".


Jestem pierwszą kobietą w rodzinie, która ma zawód i niezależność. Ale kiedy mężczyźni w mojej rodzinie pracowali, ich zamknięte drzwi obchodziło się na palcach. Do mnie stale ktoś "nieśmiało puka". Dom domaga się ciągle mojej obecności, opinii, inspiracji, jedzenia, dom cały czas czegoś ode mnie wymaga. A ja to coś muszę dać, bo inaczej nie czułabym się spełniona jako kobieta. Z drugiej strony ten dom z mojej pracy żyje. I czasem myślę... że do szczęścia brakuje mi żony. Poważnie. Takiej żony, jaką miał mój dziadek i mój ojciec. Gdybym nie była tak bardzo heteroseksualna, tobym się ożeniła. Niestety. Sama muszę być swoją żoną.


Kiedy było już oczywiste, że nie da się ujarzmić mojej potrzeby mówienia własnym głosem, że nie nadaję się na pionka do przesuwania, wielokrotnie byłam "autowana", ale zawsze broniłam się przed myślą, że to z powodu płci. Myślałam raczej, że ci ludzie mieli po prostu poczucie siły, a nie o tym, że to przeważnie mężczyźni, którzy myślą: "Nie będzie mi tu baba podskakiwać". Nie znaczy to jednak, że jestem ślepa. Myśl: "To tylko kobieta", tkwi u nas w świadomości tak głęboko, że żeby nie wiem jak zatykać uszy, to i tak odzywa się dzwonek alarmowy.


Kiedy miałam trzydzieści lat, za sobą wiele ról, przed sobą jeszcze więcej, pewnego dnia wzięłam głęboki oddech, zadzwoniłam do jednego z teatrów i poprosiłam do telefonu dyrektora, mówiąc: "Napisałam sztukę". W słuchawce słyszę głęboki jęk. Nieukrywany. Jakbym tego człowieka kopnęła w brzuch. Włożyłam sztukę z powrotem do szuflady, myśląc, że ten człowiek pewnie dostaje dziennie kilka sztuk, jakieś potworne grafomanie, i na każdą nową reaguje alergicznie. Traf chciał, że tego dnia przyszedł do mnie kolega. I kiedy opowiadał mi coś swoim niskim, męskim głosem, doznałam olśnienia. Poprosiłam go, żeby zrobił dla mnie jedną głupią rzecz. Żeby zadzwonił pod pewien numer i powiedział, że napisał sztukę. Po chwili trzymałam drugą słuchawkę, słuchając radosnego: "Naprawdę? No to przynoś pan jak najszybciej! Przecież czekamy na jakiś nowy dramat!".


Dostałam kiedyś propozycję zagrania i reżyserowania jednocześnie. Wahałam się, bo nawet własnej sztuki nie reżyserowałam. Powinno być oko z zewnątrz. Praca z dobrym reżyserem to cała frajda. Poradziłam się mężczyzny, któremu ufam. Pomyślał chwilę i powiedział z niesmakiem: "Masz grać i reżyserować? Jak pani X?".


Dlaczego jak pani X?! Może ja bym grała i reżyserowała jak pan X! I może, jeśli zrobiłabym to źle, to nie tak źle jak pani X, tylko tak źle jak pan X! A jeśli dobrze, to tak dobrze jak Strehler! Co ma płeć do tego?! Ten mężczyzna sam się zdziwił, kiedy uświadomiłam mu, że traktuje kobiety jak jakąś odległą i dość prymitywną planetę.


Jest rok 1989. "Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm" - mówię w "Dzienniku TV" ku publicznemu zdziwieniu. W jednym z komentarzy prasowych czytam: "Co ona zrobiła?! Te kobiety chyba oszalały". Dlaczego kobiety? Przecież nie powiedziałam: "Proszę państwa, skończył się komunizm dla kobiet!". Jeżeli nawet oszalałam, to przecież nie w imieniu kobiet, na litość boską! Czy gdyby to samo co ja powiedział pan X, ten człowiek napisałby: "Co on zrobił?! Ci mężczyźni chyba oszaleli!"?


Ale jeśli mam odpowiedzieć szczerze na pytanie, czy były chwile, kiedy żałowałam, że jestem kobietą, to powiem: tak, były. Ale sprawiły to także kobiety. Kobiety z poczuciem siły bywają tak samo niebezpieczne jak mężczyźni. Bo ludzie bez względu na płeć mają większą lub mniejszą wrażliwość i tylko tu przebiega linia podziału

Być kobietą

WYSOKIE OBCASY nr 3 dodatek do Gazety Wyborczej nr 14, wydanie waw z dnia 17/01/2004 , str. 48
bottom of page