Kingo. Kiedy zobaczyłam wywiad z Tobą w "Wysokich Obcasach", odłożyłam lekturę na czas, gdy nic oprócz czytania nie zawróci mi głowy. Tylko lampa, herbata i rozmowa z aktorką, którą zachwycam się od lat, która zawsze mnie zaskakuje, która emanuje z ekranu czymś czystym i ludzkim nawet wtedy, kiedy gra szpetne dusze. Tytuł "Marzę o reklamie" trochę mnie zdziwił, ale gdybym była reklamodawcą, natychmiast po tym wywiadzie zaproponowałabym Ci reklamę czegokolwiek, bo przecież w reklamie o wiarygodność chodzi... "Skoro ona, taka wrażliwa, daje swoją twarz, to już naprawdę musi być dobre..." I wszystko byłoby super, gdybym nie doszła do ostatniego akapitu. "Irytuje mnie ta część środowiska, która wystąpienie w reklamie nazywa prostytucją. Pachnie mi to hipokryzją, zwłaszcza że ci najbardziej pryncypialni w końcu w reklamie lądują... Nie ma nic złego w zarabianiu pieniędzy".
Nigdy nie nazwałam tego prostytucją, ale trzy razy konsekwentnie odmówiłam reklamy, więc jako przedstawicielka hipokrytów muszę się nad tym zatrzymać. Gdybyś nazwała nas idealistami, konserwatystami, infantylnymi ciotkami rewolucji, które wygrażają parasolką, itd., itd. (wyobraźnia aż furczy od tego, jak można obśmiać takich, co mówią "nie" wielkim pieniądzom), byłoby OK. Masz prawo polemizować z tymi, którzy nie rozumieją znaków czasu, którzy być może po prostu ulegają fobiom, które należy im uświadomić. Reklama jest stara jak Nowy Świat, ale też dyskusja wokół komercji - "być czy mieć" - ma swoje lata i nie załatwi tego zdanie: "W zarabianiu pieniędzy nie ma nic złego". Zdaniem takim mogłaby się posłużyć również jedna Mariolka z luksusowego hotelu w Krakowie i miałaby rację, zwłaszcza że wychowuje samotnie dziecko i w ogóle jest urocza, a nawet przejmująca. Jednak zawód pani Mariolki starszy niż reklama jest i będzie moralnie dwuznaczny, i nie chciałabym doczekać czasów, kiedy stanie się jednoznaczny w tę lub inną stronę. Za wszystko się płaci - za zarabianie dużych pieniędzy też. Ja to widzę tak: sztuka to sztuka, handel to handel. Sztuka jest obszarem duchowej wolności. Jeśli reklamujesz towar swoją twarzą, to tym samym wchodzisz w całą siatkę prawną dotykającą konkurencji. A więc jeśli utożsamiasz się publicznie z jednym kefirem, to już nie wolno Ci się utożsamić z innym. Już jesteś ich. Trzy razy podchodzono mnie w sprawie reklamy i za każdym razem to "mieliby mnie" właśnie zadecydowało, że zarabiam tylko tym, co sama zrobię. Dziś podoba mi się takie auto, a jutro inne i mogę sobie tym zachwytem wytatuować całe ciało. Strasznie mnie ta "hipokryzja" ubodła. Hipokryta to ktoś nieszczery. Ale nieszczerość musi mieć jakiś cel. A jaki jest cel nieszczerości tych "niereklamujących"? Otóż niegranie w reklamach - że tak powiem, "publiczne niegranie", czyli jakiś sąd o tym - kosztuje znacznie więcej, niż myślisz.
To nie tylko utrata dużych pieniędzy, to także izolacja w środowisku.
Taki ktoś jest niewygodny, psuje humor zyskany w dobrobycie i w zdrowym stosunku do pieniądza. Takiego kogoś najchętniej widziałoby się, jak klęka przed reklamodawcą i błaga o drugi plan w reklamie. Takiego kogoś omija się z uśmieszkiem politowania jak każdego łagodnego wariata. Takiego kogoś po prostu się wymiksowuje, bo przeszkadza.
Kingo. Czy jeśli zagrasz w reklamie, staniesz się gorszą artystką? Ani trochę. Niegranie w reklamach też nie jest gwarancją rozwoju zawodowego. Więc o co chodzi? Chodzi o to, żeby się nie obrażać wzajemnie. Żeby robić swoje tak, jak się czuje, i nie nazywać się ani prostytutkami, ani hipokrytami. Tak jak Tobie "niereklamowanie" pachnie hipokryzją, tak komuś może reklama pachnieć czymś tak obcym, że się nie sprzeda nigdy i za żadną cenę. Różne są dziwadła na tym świecie. A swoją drogą, jaka ciekawa byłaby rola kobiety, która boryka się z życiem, stoi przed możliwością zarobienia w reklamie, a jednak nie robi tego. I nie wyobrażam sobie w takiej roli innej aktorki, bardziej wiarygodnej niż Ty, Kingo.