top of page

I co? Nie przejdzie się do wieczności... - mężczyzna, który siedział w moim przedziale, patrzył na mnie znad okładki "Przekroju", na której narysowana była postać Kozakiewicza ze słynnym gestem. W tym numerze pismo umieściło swój ranking tzw. polskich gestów razem z własną oceną. Od "odważny" po "żałosny". Czytałam notkę pod "swoim" gestem zinterpretowanym przez "Przekrój" jako "żałosny". Uważam, że i tak dość późno się za mnie wzięli, prorokowano mi to już dawno, przygotowując na zjadliwość dziennikarzy, która w tym wypadku może być dotkliwsza niż za komuny. Wolność słowa też ma swoją cenę. Walka o zaistnienie granic nie ma. Mężczyzna, który patrzył na mnie znad okładki, też miał charakterystyczny wyraz twarzy - taki mają gapie patrzący na skazańców... - Może sobie pani poczyta? Nie przejdzie się do wieczności...


Oczywiście, że się nie przejdzie. Się zresztą wcale specjalnie nie pcha. Się powiedziało, co się chciało powiedzieć, i się żyje dalej. Się nie po to powiedziało, żeby się znaleźć w wieczności, tylko żeby się odetkało, co się miało odetkać. Zwykła umysłowa hydraulika. Się dobrze zna życie i się wie, że się będzie bagatelizowanym, bo kolejka do wieczności jest już uformowana i nie należy jej zaburzać. Się jest na to przygotowanym. Się uwielbia boczne tory. Się żyje, jeżdżąc po domach kultury w Polsce B. Się jest poetką na przecenie i się w tym pławi.


Wzięłam z rąk tego mężczyzny pismo, głównie po to, żeby już nie patrzeć na jego uśmiech podlany żółcią, i postanowiłam poczytać o innych gestach. Trochę zdziwiona dotarłam do fotografii Marii Curie-Skłodowskiej, bo też nie wykonała ona żadnego specjalnego gestu, a kiedy zobaczyłam pod spodem określenie "wzruszająca", miałam nadzieję, że po prostu litery plączą mi się już pod koniec jazdy. A jednak nie. Tak po prostu, z braku innego pomysłu, z konieczności zapełnienia miejsca postać Marii Curie została sprowadzona przez jakiegoś pismaka do "wzruszającej". Ta kobieta, która potraktowała życie jako zadanie, która spędziła je w toksycznym laboratorium, dokonując tam heroicznego wysiłku, łącząc to jednocześnie z prowadzeniem domu i wychowaniem dwóch córek, która skonstruowanym przez siebie ambulansem jeździła na front, organizując polowe stacje rentgenologiczne, świadoma, że stężenie promieni ją zabija... I która zginęła wreszcie jako ofiara własnych badań. A po latach... jakiś dupek, czy dupka, tak sobie po prostu podsumuje jej życie jako "wzruszające", bo mu pasuje do rankingu. Czy ta Curie zrobiła jakiś "gest"? Tak! Nazwała swoje odkrycie Polon na cześć Polski! A jeszcze Polon okazał się rakotwórczy! Super! Skojarzymy kobiecinę z rakiem i mamy cieniutką sugestię kolejnego polskiego obciachu!


A więc posłuchaj, lizuchu towarzyski. Mnie to możesz sobie użałośniać, ile ci się podoba. Ja się nie pcham do symbolu przemian. Jedno zdanie to za mało na taki zaszczyt. Mnie możesz splątywać z innymi nazwiskami, sugerując, że jeśli jakaś wartość, to tam. Ja się nie ścigam o symbole patriotyzmu, bo uważam, że nie w moich rejonach, nie wśród aktorek należy ich szukać. Mnie to możesz sobie zatapiać w pismach, w salonach, ile chcesz - ja jestem przyzwyczajona.


Ale od pani Marii wara. Wzruszająca to jest Marysia i krasnoludki.

A ty się podpisz przynajmniej pod notką, którą podsumowałeś jednym protekcjonalnym słowem, odrzucając takie określenia jak: "ryzykowny", "pracochłonny", "skuteczny". Ja wiem, że o gest nazwania Polonem chodzi, a nie o życie. Ale to życie akurat ma wymiar, który wymaga wiedzy, a nie szczypania rankingowego. Mnie to możesz sobie przygłupiać, bo tak wychodzi z rozdania. Ale jeśli jeszcze raz sprowadzisz panią Marię do wymiaru wzruszającej cioci, to po śmierci, z wieczności czy spoza wieczności, będę cię straszyć w czerwono-białej szacie, z każdego kąta i każdej nocy krzycząc w samo ucho, że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.


JOANNA SZCZEPKOWSKA

Żałosna i wzruszająca

WYSOKIE OBCASY nr 20 dodatek do Gazety Wyborczej nr 114, wydanie waw z dnia 16/05/2009 FELIETON, str. 10
bottom of page