04 koniec komuny kwadraty

Najwięcej o „Odwołaniu komunizmu” ,można przeczytać w mojej przeczytać w mojej książce „ 4 czerwca”.

BARTOSZ RUMIEŃCZYK /Onet/3 czerwca 2016/
Joanna Szczepkowska: liberalna demokracja wykarmiła sobie pokolenie buntu
BR. Pani do tego dziennika, w którym ogłosiła zakończenie komunizmu, początkowo iść nie chciała.
JSz. To było po 4 czerwca, a dokładnie 28 października. Minęło już wiele miesięcy, od kiedy, w moim przekonaniu, dokonał się ogromny przewrót. Tymczasem obsada "Dziennika Telewizyjnego", cała oprawa, sposób mówienia pozostawały te same od czasów głębokiej komuny. Uważałam więc, że pójście do "Dziennika Telewizyjnego" wtedy, nawet na krótki wywiad o karierze, bo o to chodziło, będzie legitymizowaniem tego "Dziennika". Oni też dlatego mnie zapraszali, więc się nie zgodziłam.
BR.  Postanowiła jednak pani pójść i powiedzieć, że 4 czerwca w Polsce skończył się komunizm.
JSz.  Po tym, jak rozłączyłam się z dziennikarką, która zadzwoniła z zaproszeniem, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie byłby idealny moment i miejsce, żeby to po prostu powiedzieć. Żeby uświadomić nam wszystkim, że możemy mówić głośno rzeczy, o których kiedyś nawet nie śmielibyśmy pomyśleć. Kiedy burzono mur berliński, ludzie tańczyli na ulicach, w Pradze czeskiej otwierano szampana, natomiast u nas jak było ponuro, tak było ponuro. Myśmy sobie nie powiedzieli, że coś się skończyło. Myśmy sobie tego nie "odświętowali". I mnie to strasznie przeszkadzało.I kiedy tak gdybałam, zadzwoniono do mnie po raz drugi, czy jednak bym nie przyszła, bo im zależało na tym wywiadzie. Postanowiłam więc skorzystać z tej okazji, bo druga taka mogła się nie trafić. Tylko idąc na ten "Dziennik" byłam przekonana, że to będzie na żywo. A na miejscu dowiedziała się pani, że będzie inaczej. I byłam mocno zaskoczona. Zwłaszcza że to nie była poranna pora, tylko tuż przed emisją, a jeszcze trzeba było zrobić makijaż i tak dalej. Idąc do studia, myślałam, że po prostu zrobię taką rewolucję z zaskoczenia. Bo z nikim wcześniej o tym nie rozmawiałam, z nikim z opozycji. Oni zaczęliby się wahać, pisać jakieś przemówienia, odezwy do narodu. A ja uważałam, że ten upadek komunizmu trzeba załatwić jednym prostym zdaniem.
Byłam więc absolutnie zaskoczona, że oni mnie proszą piętnaście minut wcześniej do studia i że tę rozmowę nagrywają. Oczywiście nie przyszło im do głowy, że ja będę chciała coś takiego powiedzieć. Chodziło tylko o to, żeby się zmieścić z wywiadem w dwóch minutach podczas emisji.
A kiedy już powiedziałam "proszę państwa, czwartego czerwca w Polsce skończył się komunizm" i wywiad się skończył, poproszono, żeby ten wywiad szybko powtórzyć. Mieli pewnie nadzieję, że dziennikarka zmieni tok rozmowy. Ale ona była zbyt zaskoczona i zbyt poruszona, żeby to zrobić. A ja z kolei byłam przekonana, że skoro to jest nagrywane, a zostało nam może dziesięć minut do emisji, to ta moja wypowiedź zostanie gdzieś w archiwach. Zostanie raczej jako anegdota.
BR.  A poszło w świat. Z jakim reakcjami się pani spotkała wśród znajomych, na ulicy. Ludzie gratulowali, pukali się w czoło?
JSZ.  Reakcje były skrajne i tak jest do dziś. Pamiętam telefon jednego pana do radia, które mnie zaprosiło. Opowiedział na antenie, że jego ojciec był umierający i kiedy usłyszał, jak ogłaszam koniec komunizmu, to powiedział, że może już spokojnie odejść. Nigdy się nie spodziewał, że dożyje takiej chwili. Ale są też takie głosy, że oszukałam naród.
BR.  W jaki sposób?
JSZ.  To jest jeden z głównych motywów krytyki. Szczepkowska mówiła, że skończył się komunizm, a wcale się nie skończył, bo dalej rządzą nami komuniści. Ja wtedy odpowiadam – powiedziałam, że skończył się komunizm, ale nie powiedziałam, że skończyli się komuniści. Były też ogromne podziękowania i polemika, która jest naturalna, że w Polsce komunizmu nigdy nie było, w związku z czym to zdanie jest nieprawdziwe. Komunizmu nie było, ale wszyscy do dziś tak ten czas nazywamy, wszyscy bez względu na poglądy. Poza tym, gdybym powiedziała, że w Polsce skończył się socjalizm, to raczej dziwnie by to brzmiało, bo socjalizmu to już naprawdę nie było. A słowo "komunizm" jest mocne i za PRL-u było nie do wypowiedzenia publicznie.
BR.  Pytanie do aktorki. Pani to zdanie zagrała?
JSz.  Ja w ogóle nie powiedziałam tego jako aktorka. Nawet nie pomyślałam wtedy o tym, że widzowie, którzy mnie oglądają, to jest publiczność, która postrzega mnie jako aktorkę. Zwłaszcza że ja wtedy bardzo dużo grałam i byłam bardzo rozpoznawalna. Ciągle byłam w telewizji. Tymczasem całe moje życie, już od dzieciństwa, to było życie z polityką w tle. W związku z tym ja w ogóle nie szłam do studia jako aktorka. Prawdę mówiąc, nawet zapomniałam, że jestem aktorką i nie pomyślałam, że to, co powiem, będzie miało dla mnie jakieś konsekwencje. Ja to powiedziałam jako osoba, która bardzo silnie działała w opozycji, która z opozycją była bardzo silenie związana, ale także jako osoba przejęta sytuacją w Polsce.


Plus Minus - felieton - /publikacja: 02.06.2016/
Do Normana Daviesa     

Z powodu zbieżności dat, temat felietonu nasuwa się sam. Być może mogę zrobić sobie w tym dniu taki prezent, jak list do Pana, Panie Davies. Bo chyba mogę tak mówić? W 1990 roku Pański przyjaciel Lech Wałęsa tak właśnie się odezwał do szanowanego, starego człowieka – „Polska, panie Turowicz, czeka, aby pan powiedział, co pan ma przeciwko Wałęsie i demokracji". „Wyborcza" napisała wtedy: „Redaktor skromnie stoi przed mikrofonem, czeka, aż go Wałęsa dopuści do głosu. Niemal kuli się przed tym atakiem".

Tak było. Wielu z nas pamięta ten ton i ten atak na jedną z największych postaci naszej inteligencji. Dlaczego Wałęsa oddzielił Turowicza od Polski? To pytanie nigdy nie padło, ale dzisiejsza opozycja miałaby kłopot, czy to przypadkiem nie „język nienawiści". Pan jednak najwyraźniej nie stracił sympatii do przewodniczącego. Odkąd pamiętam, istniał Pan w jego najbliższym kręgu. A bliski krąg to cały biznes i dużo show-biznesu.

W jednej z publikacji napisał Pan o moim wystąpieniu, że pewna aktorka przeczytała odezwę podyktowaną przez środowisko opozycji. Gazetę z tym cytatem przesłał mi ze Szwecji Natan Tenenbaum, poeta i słynny bard z 1968 roku. Podkreślił na czerwono ten zaskakujący fragment i opatrzył znakiem zapytania. I ten znak zapytania noszę w sobie do dziś. Why, Mr. Davies? To przecież nieprawda, fałsz historyczny. Nigdy nie otrzymałam odpowiedzi. Za to z kolejnych książek o tamtych czasach po prostu wyciął Pan całe zdarzenie. W historii współczesnej Polski szczegółowo opisanej przez Pana godzina po godzinie nie istnieje cezura, jaką była ta wypowiedź.

Dlaczego Pan to z niej usunął? Why, Mr Davies? Nie pierwszy raz zadaję Panu to pytanie. Bywaliśmy w tych samych środowiskach. Zawsze pytałam, dlaczego opisał Pan najdrobniejsze szczegóły z tamtego czasu, a to Pan ominął. Dlaczego omija mnie Pan wzrokiem i dlaczego Pan tak szybko odchodzi, nie odpowiadając na pytanie kobiety?

Nie sądzę, żeby taką decyzję podejmował Pan w samotności. Moje drugie pytanie rodzi się z ciekawości o towarzystwo, które namówiło Pana do tej korekty. Who, Mr Davies? Who and why? Ostatni raz widzieliśmy się na odsłonięciu pomnika Haliny Mikołajskiej. Była moją wielką przyjaciółką. Miałam prowadzić ten koncert, ale w ostatniej chwili na prowadzenie zdecydował się Pański przyjaciel, Jacek Fedorowicz. Ograniczył moje przemówienie do kilku zdań, Panu natomiast pozwolił mówić o zamiłowaniu do jazzu (o Mikołajskiej ani słowa). Usiadłam wtedy z tym swoim niedokończonym przemówieniem obok pańskiej żony, a ona powiedziała do mnie zdumiewające zdanie o kasacji: „Wiemy, że panią to boli".

Mr Davies – but why? Ja nie pytam o swój ból. Pytam tylko, why and who? Dobrze pamiętam, jak Lech Wałęsa nie znosił tego mojego 4 czerwca, jak się denerwował, że „ktoś mu wyszedł przed szereg". Nigdy nie mogłam tego zrozumieć, bo siła strajku i jego znaczenie są niewątpliwie nieporównywalne.

Tyle że wokół Lecha Wałęsy i „Solidarności" stworzono wielki show-biznes. A tam panują prawa dżungli. I wiem aż za dobrze, jak zabawni potrafią być na scenie tacy satyrycy jak Jacek Fedorowicz czy Stanisław Tym, a jak mało zabawni poza sceną.

Język nienawiści ma różne formy. Oglądałam niedawno w TVN 24 jakąś wypowiedź Ewy Dałkowskiej, aktorki silnie związanej z PiS. To świetna aktorka, a także piękna kobieta. Sporo trzeba było się namęczyć, żeby oświetlić jej twarz w tak ohydny sposób. Jakoś nie widzę, żeby u Moniki Olejnik światło obnażało jakąkolwiek niedoskonałość. W wypadku Ewy wydobyto i uwypuklono wszystko tak, żeby widz miał negatywne odczucia. Reflektor też posłużyć może „mowie nienawiści".

Ja nie jestem zwolenniczką PiS, ale też z dystansem podchodzę do opozycji. Będą zdobywać teren żartem, satyrą, prześmiewstwem, a lajki – za pomocą parodii. I będą walczyć z „językiem nienawiści", sami się nim posługując, w białych rękawiczkach. Drogi Panie Davies, tak po wałęsowsku Panu powiem: wytłumacz się Pan. Każdy z nas to Polska. A więc wytłumacz się Pan, bo „Polska i demokracja czeka". Dlaczego usunął pan fragment o kobiecie, która ogłosiła koniec komunizmu? Kto to panu doradził? Who and why? I będę o to pytać, nawet jeśli mnie wyśmieją albo przemilczą. Milczenie też może być „mową nienawiści". Panie Davies – who and why?


  
ikonę strzałki w gore niebieski25